środa, 29 października 2014

"SKAZANY NA TRENING", CZYLI PORCJA SOLIDNEJ WIEDZY O TRENINGU SIŁOWYM

Od tej książki zaczęła się moja przygoda z kalisteniką. Mimo, że opisywana w niej metoda oraz sam styl w jakim jest napisana jest dość kontrowersyjny, to uważam że książka jest warta polecenia. Efekty stosowania treningu ze "Skazanego" widzę po sobie i przyszły one wcześniej, niż bym się tego spodziewał.














Książka Paula Wade'a wywołała dość sporo emocji, zarówno pozytywnych jak i negatywnych, więc chciałbym tutaj stanąć w jej obronie.

Po pierwsze: Wade ostro krytykuje współczesne metody treningu kulturystycznego na maszynach oporowych twierdząc, że są one niezdrowe dla organizmu i nie budują one prawdziwej, funkcjonalnej siły. Fakt, dość ostre stwierdzenie ale... nie sposób się z nim nie zgodzić. Ja pójdę jeszcze dalej: jeśli nie zamierzasz zostać kulturystą, to taki trening nie jest Ci do niczego potrzebny. Już Ci mówię, dlaczego:
  • Ciało człowieka należy rozpatrywać jako jedną całość, a nie jako zbiór oddzielnych, nie powiązanych ze sobą elementów. Nie wierzysz? No to przyjrzyj się, w jaki sposób chodzisz, podnosisz różne przedmioty, wykonujesz rozmaite czynności, czy też jeśli uprawiasz jakąś inną dyscyplinę sportową, to jak pracuje Twoje ciało. Już rozumiesz? Wykonywanie ruchów izolujących dane partie mięśni nie daje nic więcej, oprócz zwiększenia ich masy. Ale prawdziwej, realnej siły im nie przysporzy. Na pewno nie raz widziałeś byczka z siłowni, który podnosi ponad 100kg na klatę, ale kiedy trzeba np. wnieść szafkę na pierwsze piętro, to wtedy może mieć z tym problem ;) Naprawdę tego chcesz?
  • Wade również jest sceptyczny wobec wykonywania ćwiczeń kalistenicznych z dodatkowym obciążeniem. Tu też mu się specjalnie nie dziwię, jako że istnieje cały szereg metod utrudniających wykonanie danego ćwiczenia: zwiększenie dźwigni, zmniejszenie ilości punktów podparcia, powolne wykonywanie ruchu, zmniejszenie stabilizacji itd. Jeśli naprawdę nie będziesz już miał pomysłu jak utrudnić sobie dane ćwiczenie, to albo jesteś niewyobrażalnie silny albo po prostu mało kreatywny.
Mimo, że Wade nie jest entuzjastą ćwiczeń z ciężarami, to jednak nie do końca się z nim zgodzę. Sam zamierzam dołączyć do swojego treningu ćwiczenia z ciężarami, ale na pewno nie będą to typowe, znane z kulturystyki ćwiczenia. W treningu z obciążeniem będę się wzorował raczej na ćwiczeniach z kettlami, sandbagiem czy innym obciążeniem, które wymaga wykonywania naturalnych dla człowieka, funkcjonalnych ruchów. Ale to dopiero, gdy naprawdę dobrze opanuję ćwiczenia z masą własnego ciała.

Ok, kwestię ciężarów mamy za sobą, pora na punkt drugi, czyli że Wade opisuje swoją metodę jako "jedyną słuszną".  Cóż, sam bym tego nie wymyślił, ponieważ osobiście lubię jasne, proste, oparte na zdrowym rozsądku i doświadczeniu metody, które wiadomo dokąd mnie doprowadzą. Nie lubię jeździć z Warszawy do Pruszkowa przez Szczecin, bo i po co? Oczywiście takie podejście do sprawy może wydawać się nudne (takie zarzuty wobec "Skazanego" też widziałem), ale tutaj chciałbym zadać pytanie: po co w ogóle trenujesz? Mnie osobiście zależy na poprawie kondycji fizycznej, siły i zręczności i to mi daje ten trening. Dzięki temu czuję prawdziwą radość z każdego treningu, bo wiem, że to co robię jest po prostu skuteczne.

Jedziemy dalej, czyli że trening Wade'a jest... krótki. Także takie opinie też widziałem. Wiem, że niektórzy najchętniej chcieli by robić 50 serii po 100 powtórzeń każdego ćwiczenia na jednym treningu i od razu robić pompki na jednej ręce ale po co? Gdzie Ci się spieszy? Są oczywiście tacy narwańcy, którzy uważają że są młodzi, silni, zdrowi i co to oni mogą i nie mogą, a potem przez swoją ignorancję muszą chodzić na rehabilitację. I po co im to było? Ja osobiście wolę wykonać krótki trening w zakresie moich możliwości fizycznych i czasowych ale... codziennie. Dyscyplina i regularność naprawdę potrafią czynić cuda tylko potrzeba na to trochę czasu.

I ostatnia sprawa, czyli że wiele ludzi uważa, że nie ma żadnego Paula Wade, który pół życia przesiedział w więzieniu i dopiero tam zaczął pracować nad budowaniem masy i siły. Tu akurat się zgadzam, zwłaszcza że biorąc pod uwagę zamiłowanie Amerykanów do historii typu "od zera do bohatera" to połączenie książki o treningu siłowym z mroczną opowieścią o życiu za kratkami było świetnie pomyślanym chwytem marketingowym, tylko... jakie to ma znaczenie? To nie jest książka o życiu w zakładzie karnym tylko o treningu, pisana w budzący zainteresowanie sposób, przystępna dla ludzi, którzy nie mają wiedzy z zakresu anatomii, fizjologii czy sportu. Osobiście sam sięgnąłem po tę książkę, bo zaintrygowało mnie to, że jest napisana przez byłego więźnia i jeśli w ten sposób zostałem sprytnie zmanipulowany do wydania kilkudziesięciu złotych, żebym poznał naprawdę kawał solidnej wiedzy o treningu siłowym, to naprawdę uważam, że to był jeden z moich lepszych zakupów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz